Las Palatynacki, w oryginale Pfälzerwald, to pasmo górskie w niemieckim kraju związkowym Nadrenia-Palatynat. Góry niewysokie, ale o znacznej wybitności, bo wznoszą się aż 500 m nad Nizinę Górnoreńską. Gęsto zalesione tworzą największy zwarty obszar leśny Niemiec. To co jest w nich najpiękniejsze, to wschodnie stoki porośnięte winoroślami, skąd reńskie wina. Mniam.
W sierpniu trochę pomieszkiwałem w Niemczech. W piątek 26 sierpnia wybrałem się na wycieczkę w celu zdobycia Kalmit (673 m), który jest nawyższym szczytem Lasu Palatynackiego, i Hohe Loog (619 m), który jest (chyba) drugi co do wysokości.
Wycieczka zaczyna się przejażdżką autobusem z Neustadt an der Weinstraße w pobliże zamku Hambach.
Uwagę moją zwraca tablica, gdzie również powitanie w języku polskim. Dopiero po powrocie do domu przeczytałem w wikipedii o dwóch ważnych faktach. Pierwszy to, że w 1832 r. na zamku Hambach z udziałem ok. 30 000 osób odbyła się demonstracja na rzecz zjednoczonych i wolnych Niemiec oraz na znak solidarności z polskimi emigrantami po upadku powstania listopadowego. Drugi to, że od 2007 r. regularnie odbywają się tam spotkania młodzieży z Niemiec, Polski i Francji.Zobacz mapę
Z wysokości zamku widok na Neustadt. Zaczynam marsz w kierunku Hohe Loog (619 m). To niezbyt piękne zdjęcie dokumentuje suszę panującą tego lata. Przy źródełku ławeczka. Napiłem się nie ze źródełka a z butelki, którą na szczęście miałem pełną (wody).
To miejsce z budką ma swoją nazwę - Speierheld Hütte. Z nazwy można odczytać, że to "chata", ale także "buda", a to byłoby bliższe temu, co widać. Przed wyruszeniem na szlak sprawdziłem oznaczenia tras na mapce. Otóż istotna jest numeracja, bo kolor jest przewaznie czerwony. Niezbędna jest też jakaś aplikacja z mapami, bo mozna sie pogubić. Suchym sosnowym lasem zbliżam się do Hohe Loog (619 m). Wreszcie osiągam szczyt.
Najważniejsze, że jest schronisko. O ile na szlaku spotkałem 4 osoby, to przy schronisku całkiem sporo. Mały odpoczynek i w dalsza drogę. "Bildbaum" - co to znaczy? Słownik google tłumaczy jako "drzewo obrazowe" i bądż tu mądry. Z pomocą przyszła de.wiktionary.org, która znaczenie tego słowa tłumaczy jako "pojedynczy wizerunek świętego na drzewie upamiętniający osobiste wydarzenie". Mijam grupę skałek. Spodobał mi się kwiatuszek wśród tych skałek.
Po jakimś czasie pojawia się wieża. To będzie Kalmit (673 m). Zmiana szlaku. Dalej czerwony, ale inny numerek. Czasem są też takie fajne drogowskazy. Przed szczytem wielka płaskorzeźba ku czci poległych żołnierzy, głównie w pierwszej wojnie światowwej.
Jeszcze chwila podejścia i będzie szczyt. Stąd dobrze widać, jak Kalmit góruje nad doliną Renu. Wchodzę do schroniska. Po spożyciu napoju chłodzącego w krajobrazie nic się nie zmieniło, ale słychać nadchodzącą burzę. No to chodu w dół.
Myślałem, że dobiegnę do przystanku autobusowego niedaleko szczytu. Zresztą byłem tam po kwadransie. Trochę odpocząłem, a potem dokładnie przeczytałem, co jest w rozkładzie jazdy. Jeżdżą tylko w sobotę i niedzielę. Oj będzie teraz marszobieg. Dużo było ładnych miejsc, ale grzmoty tez było wciąż słychać, więc tylko taka ciekawostka - szlak przecinając drogę prowadzi takim tunelikiem. Doszedłem, czy dobiegłem, do skraju miasteczka o nazwie Sankt Martin. I jest źródełko z wodą! Skończył się las, więc są winnice.
A teraz trochę widoczków z Sankt Martin. Prawie w każdym domu winiarnia. Jest tez większa gospoda. Jeszcze jedna malownicza uliczka w Sankt Martin. Na koniec upragniony przystanek autobusowy skąd wracam do Neustadt.