Niewiele krócej niż wczoraj, bo 28 km. Pielgrzymka, nie ma zmiłuj. Portomarin opuszczamy po ósmej. Nie schodzimy schodami, ale już ze sporą grupą pielgrzymów idziemy na zachód obniżając się do rzeki Mino. Przechodzimy przez mostek i wchodzimy w zagajnik. O godzinie 11 w osadzie Gonzar zaliczamy pierwszy odpoczynek w barze. O 14.30 zjadamy obiad. Znalazłem w menu dorsza po galicyjsku, więc zamówiłem, jak się okazało zupę rybną. Smaczna. Właściwie, to taki dzień, kiedy się tylko idzie i idzie przedeptując kilometry do mety. Po godzinie 18 jesteśmy przy domu. Trochę czasu straciliśmy na ustaleniu, gdzie to właściwie jest. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy trudno się zorientować, gdzie znajduje się miejsce, w którym zarezerwowaliśmy nocleg.Zobacz mapę