Ostatni etap do Santiago de Compostela jest długi i trochę męczący, bo są pagórki. Wyruszyliśmy rankiem jeszcze w ciemnościach. Kto miał, ten świecił czołówką. Zawsze nastawiam się na to, że etap jest męczący, a trzeba jeszcze w Santiago zameldować się w biurze pielgrzymów, wejść do katedry i w ogóle cieszyć się z ukończenia pielgrzymki. Mając w pamięci poprzednie wiem, że siły przybędą, jak tylko staniemy na placu Obridario, w tłumie pielgrzymów, z radością, że doszliśmy.