Wracamy. O 10:30 mamy autobus do porto. Uwzględniając cofniecie czasu o godzinę w Portugalii, na lotnisku w Porto jesteśmy na godzinę 13. Samolot dopiero o 18:55, więc sporo czasu jeszcze mamy. Niestety, większość jest zmęczona i zostaje na lotnisku. Tylko dwójka szaleńców jedzie metrem do centrum Porto i szuka miejsca, gdzie można kupić ręcznie malowane kafelki. Gdzieś, raczej na peryferiach, znalazła się pracownia, która uczy sztuki tworzenia słynnych kafelek i sprzedaje ręcznie malowane. Kafelki kupione, miasto oblatane. Kto nie był zmęczony, to teraz też już jest i dołącza do ekipy na lotnisku. Do Krakowa dolecieliśmy na 23:30. Podróż z Krakowa do Katowic, dzięki jednemu z uczestników, odbyła się zamówionym busikiem, podobnie zresztą było na początku naszej wyprawy.